Krotoszyn zamyka onkologię. Kiedy leczenie raka przestaje się opłacać
Komentarz redakcji
Zawieszenie oddziału onkologii w Krotoszynie pokazuje, że w polskiej ochronie zdrowia rachunek ekonomiczny coraz częściej wygrywa z elementarnym bezpieczeństwem pacjentów. To nie jest lokalna awaria, tylko sygnał, jak skonstruowany system finansowania zmusza powiatowe szpitale do rezygnacji z leczenia nowotworów tam, gdzie chorzy faktycznie mieszkają.
Najważniejsze
•Decyzja o zawieszeniu oddziału onkologii w Krotoszynie wynika nie z braku potrzeb pacjentów, lecz z rosnących strat finansowych (1,8 mln zł w 2024 r., 2,8 mln zł w 2025 r.).
•Brak finansowania oddziału onkologii przez NFZ w tradycyjnym modelu leczenia w szpitalu, a jedynie chemioterapii hospitalizacyjnej, prowadzi do konfliktu między rachunkiem a realnymi potrzebami pacjentów.
•Dla chorych na raka z małych miejscowości koszty i utrudnienia związane z dojazdami do większych ośrodków (Kalisz, Pleszew, Śrem, Poznań, Wrocław) mogą stać się barierą nie do pokonania.
•Brak spójnej polityki onkologicznej na poziomie regionu i groźba centralizacji leczenia pogłębiają nierówności dostępu do terapii onkologicznej.
•Zawieszenie lub likwidacja lokalnych oddziałów onkologii może w dłuższej perspektywie zwiększać koszty systemu z powodu konieczności leczenia bardziej zaawansowanych stadiów raka.
31 marca 2026
·
2 min
Najważniejsze
•Decyzja o zawieszeniu oddziału onkologii w Krotoszynie wynika nie z braku potrzeb pacjentów, lecz z rosnących strat finansowych (1,8 mln zł w 2024 r., 2,8 mln zł w 2025 r.).
•Brak finansowania oddziału onkologii przez NFZ w tradycyjnym modelu leczenia w szpitalu, a jedynie chemioterapii hospitalizacyjnej, prowadzi do konfliktu między rachunkiem a realnymi potrzebami pacjentów.
•Dla chorych na raka z małych miejscowości koszty i utrudnienia związane z dojazdami do większych ośrodków (Kalisz, Pleszew, Śrem, Poznań, Wrocław) mogą stać się barierą nie do pokonania.
•Brak spójnej polityki onkologicznej na poziomie regionu i groźba centralizacji leczenia pogłębiają nierówności dostępu do terapii onkologicznej.
•Zawieszenie lub likwidacja lokalnych oddziałów onkologii może w dłuższej perspektywie zwiększać koszty systemu z powodu konieczności leczenia bardziej zaawansowanych stadiów raka.
Źródło zdjęcia: unsplash.com - by Hush Naidoo Jade Photography
Stawką w Krotoszynie nie jest los jednego oddziału, tylko odpowiedź na pytanie, czy w Polsce da się jeszcze leczyć raka poza dużym miastem, jeśli szpitalowi się to „nie opłaca”. Decyzja o dwumiesięcznym zawieszeniu onkologii z realną groźbą likwidacji nie wynika z braku potrzeb – oddział rocznie obsługiwał ponad sto hospitalizowanych chorych i około 1400 pacjentów w ciągu roku – tylko z bilansu finansowego, który świeci na czerwono.
Dyrekcja szpitala mówi wprost: straty oddziału liczy się w milionach – 1,8 mln zł w 2024 r., 2,8 mln w 2025 r., prognoza na ten rok jest jeszcze gorsza. Jednocześnie NFZ przypomina, że formalnie nie finansuje tu „oddziału onkologii”, tylko chemioterapię w trybie hospitalizacji. To zderzenie dwóch logik. Po jednej stronie rachunkowość, która wycina wszystko, co nie mieści się w tabelce. Po drugiej – pacjentka, która co tydzień ma chemię i mówi, że fizycznie nie da rady dojeżdżać do Pleszewa czy Kalisza, bo po wlewie nie jest w stanie samodzielnie wsiąść do auta. Dla systemu to pozycja w Excelu, dla niej – bariera między leczeniem a rezygnacją.
Władze powiatu bronią się argumentem, że ratują cały szpital: jeśli nie utną najbardziej deficytowego oddziału, polecą chirurgia, interna, SOR. W praktyce oznacza to jednak przerzucenie kosztów na najsłabszych – chorych onkologicznie, często starszych, z małych miejscowości, bez zaplecza rodzinnego i samochodu. Plan „zabezpieczenia” pacjentów wygląda dobrze na papierze: Kalisz, Pleszew, Śrem, czasem Poznań czy Wrocław. W realnym życiu to wielogodzinna logistyka, dodatkowe koszty, zwolnienia z pracy opiekunów, a czasem zwykłe: „nie dam rady, odpuszczam”.
Cała historia obnaża jeszcze jedną słabość: brak jakiejkolwiek spójnej polityki onkologicznej na poziomie regionu. W okolicznych miastach powstają nowe jednostki, mówi się o centralizacji leczenia, ale nikt głośno nie bierze odpowiedzialności za to, co dzieje się „pomiędzy” – w powiatach takich jak krotoszyński. Dzwon Życia, który rok temu fundacja zawiesiła na oddziale jako symbol zwycięstwa nad rakiem, dziś brzmi jak gorzki żart. Najpierw inwestujemy w symbole, potem bez mrugnięcia okiem odcinamy realny dostęp do terapii.
Krotoszyn nie jest wyjątkiem, tylko zapowiedzią. Jeśli model finansowania się nie zmieni, kolejne powiatowe onkologie będą znikać, a rak stanie się chorobą, którą leczy się wyłącznie w zasięgu dworca kolejowego dużego miasta. Dla pacjentów oznacza to większe nierówności w dostępie do terapii, dla systemu – paradoksalnie wyższe koszty późniejszego, bardziej zaawansowanego leczenia. Pytanie nie brzmi już, czy oddział w Krotoszynie przetrwa dwa miesiące zawieszenia, ale czy państwo uzna leczenie nowotworów za coś więcej niż linię w budżecie. Bo jeśli nie, ten dzwon nie zamilknie – tylko zacznie bić w kolejnych powiatach.