Przegląd Prasy
|
Oferty Pracy
|
Video
|
Konferencje
|
Społeczność
|
Posty z X
|
Mapa Staży
|
Nauka
|
Szukam pracy

Aneks na rok, problem na lata. POZ nie udźwignie już reszty systemu

2 godz. temu
2 min
Komentarz redakcji

Roczne aneksy w POZ kupiły pacjentom kilka miesięcy względnego spokoju, ale nie zdjęły z systemu tykającej bomby: podstawowa opieka zdrowotna finansowo nie dźwiga już zadań, które na nią zrzuca reszta ochrony zdrowia. Przy realnym spadku wartości kapitacji i rosnącym napływie chorych z niedrożnych poradni i diagnostyki grozi nam stopniowe załamywanie się dostępności do lekarza rodzinnego – cicho, bez spektakularnego „zamknięcia systemu”, za to kosztem zdrowia pacjentów.

fot. Alert Medyczny
fot. Alert Medyczny
To, co dziś naprawdę jest na szali, to nie wynik kolejnej tury negocjacji, tylko pytanie, czy za dwa–trzy lata przeciętny pacjent w ogóle dostanie się do swojego lekarza rodzinnego w rozsądnym czasie. Podpisane właśnie roczne aneksy do umów POZ tylko odsuwają w czasie moment, w którym system pierwszego kontaktu zacznie się blokować, tak jak już zablokowały się poradnie endoskopowe. Ten przykład z endoskopią jest dobrą lampką kontrolną. Terminy z listopada przesunęły się na marzec, około 60 tys. badań rocznie wisi w czteromiesięcznym ogonie. Ci pacjenci nie znikają – wracają do lekarza rodzinnego z nierozpoznanymi krwawieniami, niedokrwistością, bólami brzucha. Lekarz ma z jednej strony rosnące kolejki do podstawowych porad, z drugiej – rosnącą grupę chorych „zawieszonych” między POZ a niewydolną diagnostyką. To nie jest drobny dyskomfort, tylko realne ryzyko, że nowotwór jelita czy ciężka choroba zapalna zostanie rozpoznana o kilka miesięcy za późno. Kłopot w tym, że fundament finansowy tego wszystkiego – kapitacja, czyli stała stawka na pacjenta – kruszy się po cichu. Od 2022 roku NFZ nominalnie podnosił ją o 10, potem 5, teraz 3 proc. Brzmi to poprawnie, dopóki nie zderzymy tego z inflacją i faktem, że koszty pracy, energii, diagnostyki i IT skoczyły w dwa lata o ponad 20 proc. W realnych pieniądzach przychodnie tracą ok. 2 proc. rocznie, a obecne wpływy pokrywają tylko 85 proc. faktycznych kosztów. Resztę dopłaca właściciel przychodni albo… obcina koszty, często tam, gdzie pacjent tego nie widzi od razu: mniej personelu, mniej czasu na wizytę, mniejsze inwestycje w sprzęt. NFZ nie kłamie, gdy mówi, że postulowane przez Porozumienie Zielonogórskie 4,8 mld zł więcej to ogromny wydatek. Problem polega na tym, że traktuje go jak „kolejną grupę roszczeniową”, a nie jako pytanie, która część systemu ma być uprzywilejowana, jeśli pieniędzy i tak brakuje. Fundusz pokazuje miliardowe skutki podwyżek w POZ, ale nie mówi głośno, że bez wzmocnienia tego poziomu szpitale i tak utoną w napływie chorych, którzy powinni być zaopiekowani wcześniej. Z drugiej strony lekarze rodzinni mówią dziś głównie o skali niedofinansowania, a bardzo mało o tym, jak efektywnie wykorzystują obecne środki, jaki mają udział kosztów administracji, jakie wyniki zdrowotne osiągają w swojej populacji. Ten brak przejrzystości nie pomaga im budować społecznego mandatu do większych wydatków. W całej tej debacie prawie nie słychać pacjentów. Łatwo operować procentami i miliardami, trudniej przyznać, że te cztery miesiące opóźnienia na kolonoskopię to dla części ludzi wyrok w zawieszeniu. Politycy i instytucje uciekają w hasło „odwracania piramidy świadczeń”, ale nie przekładają go na konkret: więcej pieniędzy i ludzi na dole, mniej marnotrawstwa na górze. Perspektywa jest dość brutalna: jeśli państwo nie zdecyduje się na realne uprzywilejowanie POZ – zarówno finansowo, jak i organizacyjnie, z obowiązkową przejrzystością wydatków – to podstawowa opieka zdrowotna przestanie pełnić rolę filtra, a stanie się tylko kolejną zatkaną kolejką. Wtedy rachunek za dzisiejsze oszczędności w kapitacji zapłacimy wielokrotnie – w szpitalach, w ZUS-ie i w statystykach przedwczesnych zgonów.

Komentarze (0)

0/2000
Następny artykuł

Czy finanse na NFZ są na krawędzi?

2 tygodnie temu
1 min
Komentarz redakcji

Stabilność finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce wymaga zdecydowanych działań, aby sprostać rosnącym kosztom i potrzebom społeczeństwa. Mimo dodatkowego wsparcia z Ministerstwa Zdrowia oraz Krajowego Planu Odbudowy, NFZ stoi przed wyzwaniami, które mogą prowadzić do kryzysu w dostępności świadczeń. Konieczna jest krytyczna analiza i strategiczne planowanie, aby uniknąć deficytu oraz zahamować pogłębiające się problemy.

Dla przyszłości systemu ochrony zdrowia w Polsce kluczowe jest zapewnienie wystarczających środków finansowych, by zaspokoić rosnące potrzeby zdrowotne społeczeństwa i uniknąć kryzysu w dostępności świadczeń. W 2023 roku NFZ potrzebuje dodatkowych 20 miliardów złotych, jednak brak konkretnych źródeł finansowania stawia pod znakiem zapytania ich realne pozyskanie. Choć Ministerstwo Zdrowia przekazało 4 miliardy złotych na rozliczenie świadczeń za ubiegły rok, to jest to kropla w morzu potrzeb. W kontekście planów finansowych na 2026 rok zaplanowane przychody NFZ wynoszą 217,4 miliarda złotych, jednak deficyt szacowany na 23 miliardy złotych jasno wskazuje na nadciągające problemy. Z Krajowego Planu Odbudowy skierowano 18 miliardów złotych na sprzęt i inwestycje, lecz brak przejrzystości w ich wykorzystaniu pozostawia wiele do życzenia. Długoterminowe planowanie wymaga nie tylko inwestycji, ale i zrozumienia, na co dokładnie przeznaczane są środki. Rosnące koszty świadczeń, zmiany demograficzne oraz starzejące się społeczeństwo nakładają dodatkową presję na NFZ. Zmiany w przepisach dotyczących minimalnego wynagrodzenia obciążają budżet, a sama składka zdrowotna już dawno przestała wystarczać na pokrycie kosztów. Na domiar złego Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych domaga się natychmiastowego uregulowania płatności za nadwykonania, co tylko podkreśla skalę wyzwań. Mimo licznych zapewnień ze strony Ministerstwa Zdrowia i NFZ, brak głosów niezależnych ekspertów oraz reakcji społecznych na decyzje finansowe stawia pod znakiem zapytania ich skuteczność i trafność. Bez szerokiej debaty publicznej i uwzględnienia różnych perspektyw trudno mówić o transparentnym i efektywnym systemie. Patrząc w przyszłość, konieczność zdecydowanych działań rządowych i instytucjonalnych jest niepodważalna. Zapewnienie stabilności finansowej systemu ochrony zdrowia nie tylko wymaga dodatkowych środków, ale przede wszystkim strategicznego planowania oraz analizy efektywności wydatkowania funduszy. Bez tego trudno będzie sprostać rosnącym potrzebom i uniknąć kryzysu, który może dotknąć każdego z nas.

Pierwsi napisali na ten temat

Komentarze (0)

0/2000
StartSzukaj