Ogłoszenia specjalistów szukających zatrudnienia w medycynie
Lekarz kontra influencer. Dlaczego szarlatani wygrywają z systemem ochrony zdrowia
16 godz. temu
2 min
Najważniejsze
•Pacjenci z nowotworem często rezygnują z leczenia konwencjonalnego na rzecz pseudomedycyny, co prowadzi do pogorszenia rokowań.
•Brak dostępu do szybkiej opieki onkologicznej i długi czas oczekiwania skutecznie premiują influencerów i szarlatanów.
•Pseudomedycyna wygrywa lepszym marketingiem, prostym przekazem i natychmiastową dostępnością usług.
•Konsekwje systemowe szarlatanerii obejmują wzrost powikłań i obciążenie placówek medycznych przez późne zgłoszenia.
•Potrzebne są zarówno edukacja zdrowotna, jak i twarde regulacje prawne (projekt „lex szarlatan”) oraz skuteczna komunikacja medyczna.
Stawką w całej tej wojnie z pseudomedycyną są nie abstrakcyjne „standardy naukowe”, tylko bardzo konkretne nazwiska ludzi, którzy znikają z gabinetów lekarskich, a wracają wtedy, gdy można im już tylko ulżyć w cierpieniu. Lekarze, tacy jak Michał Bulsa ze szczecińskiej Izby Lekarskiej, widzą to codziennie: pacjent z diagnozą nowotworu, zaleceniami chemioterapii i nagłe urwanie kontaktu na kilka miesięcy. Po drodze są filmiki na YouTube, podcast o „naturalnym leczeniu raka” i influencer, który „niesie nadzieję” w zamian za numer konta.
To nie jest wyłącznie historia o naiwności pacjentów. System niejako dopisuje szarlatanom scenariusz. Do onkologa czekasz miesiącami, na rezonans – jeszcze dłużej, a do pseudoterapeuty zapiszesz się z dnia na dzień. On ma czas, patrzy w oczy, mówi spokojnie, że „chemia to trucizna” i że „koncerny farmaceutyczne na tobie zarabiają”. Lekarz ma siedem minut na wizytę, stos papierów i statystykę w głowie: im później zaczniesz leczenie, tym mniejsze masz szanse. W takiej konkurencji medycyna przegrywa nie dlatego, że ma gorsze argumenty, tylko gorszy marketing i mniej czasu.
Bulsa nazywa to plagą i trudno się z nim spierać. Zwłaszcza że szarlataneria nie jest już marginesem – ma swoje wydawnictwa, konferencje, sklepiki z „terapiami”, a nawet półki na państwowej poczcie. To, że OIL musiała ponad rok walczyć, by Poczta Polska przestała rozprowadzać paramedyczne pisma, pokazuje skalę obojętności państwa. Skoro instytucja państwowa zarabia na sprzedaży bzdur, trudno potem przekonywać pacjenta, że „od leczenia są lekarze”.
Dopiero teraz w debacie publicznej przebija się pomysł „lex szarlatan” – ustawy, która dałaby Rzecznikowi Praw Pacjenta realne narzędzia: możliwość wszczynania postępowań, blokowania niebezpiecznych praktyk, nakładania kar sięgających miliona złotych. To próba nadgonienia rzeczywistości, w której dezinformacja medyczna rozlewa się szybciej niż jakakolwiek kampania edukacyjna. Media społecznościowe premiują obietnicę cudownego wyleczenia, nie nudny wykres przeżyć pięcioletnich.
Można oczywiście powtarzać, że „pacjenci powinni myśleć krytycznie”, ale to wygodne alibi dla decydentów. Pojedynczy chory w kryzysie egzystencjalnym nie jest partnerem dla wyszkolonego marketingowo sprzedawcy nadziei. Dlatego obok edukacji – uczenia, jak sprawdzać autora tekstu, źródła, datę publikacji – potrzebne są twarde regulacje i polityczna odwaga, żeby nazwać rzecz po imieniu: promowanie rezygnacji z leczenia o udowodnionej skuteczności to nie „inna opinia”, tylko działanie zagrażające życiu.
Z tej konfrontacji wynika coś jeszcze. Jeśli chcemy, by pacjent stał po stronie nauki, medycyna musi stanąć po stronie pacjenta nie tylko w sensie klinicznym, ale też komunikacyjnym. To oznacza więcej czasu na rozmowę, lepszy język wyjaśniania terapii, wykorzystanie tych samych kanałów, które dziś okupują uzdrowiciele. Bo jeśli system zdrowia nie nauczy się mówić głośno i zrozumiale, to tę przestrzeń wypełnią ci, którzy nie mają żadnych skrupułów – za to mają świetne zasięgi.
Nowa lista refundacyjna: głośne terapie onkologiczne, ciche podwyżki w aptekach
1 tydzień temu
2 min
Komentarz redakcji
Kwietniowa lista refundacyjna to z jednej strony realna ulga dla części ciężko chorych pacjentów – zwłaszcza onkologicznych – z drugiej zaś cichy rachunek do zapłacenia w aptekach przez setki tysięcy osób z chorobami przewlekłymi. Państwo ogłasza sukces nowych terapii, ale równolegle podnosi dopłaty do 380 leków i wycofuje z refundacji 48 pozycji, licząc, że w gąszczu nazw mało kto to zauważy.
Stawką zmian, które wchodzą w życie 1 kwietnia, jest bardzo prosta rzecz: kto faktycznie dostanie realną pomoc od państwa w chorobie, a kto za leczenie po prostu dopłaci więcej z własnej kieszeni. Nowa lista refundacyjna wygląda na pierwszy rzut oka imponująco – 16 nowych terapii, z czego aż 14 onkologicznych, sześć ukierunkowanych na choroby rzadkie, do tego pierwsze generyki głośnych leków, jak apiksaban czy dapagliflozyna. Ministerstwo potrafi to sprzedać jako krok w stronę „nowoczesnej onkologii” i „bezpieczeństwa lekowego”.
Problem w tym, że ten obraz jest tylko jedną stroną medalu. W tle, w tych mniej medialnych tabelkach, widać drugą: 380 leków z wyższą dopłatą pacjenta, 48 produktów wypadających z refundacji, duże wahania cen detalicznych. Empagliflozyna – stosowana powszechnie w cukrzycy typu 2 – drożeje dla pacjentów o ponad 100 zł na opakowaniu. Dla kogoś z wysokim dochodem to dyskomfort, dla emeryta na dwóch, trzech lekach tego typu to już powód, żeby zacząć dawkować „po swojemu” albo z czegoś zrezygnować.
Tak samo z apiksabanem: z jednej strony na listę wchodzi pierwszy refundowany odpowiednik, co ministerstwo przedstawia jako sukces polityki generycznej. Z drugiej – część wskazań dla tej substancji wypada z refundacji lub zostaje przesunięta do odpłatności 30 proc., a nowego wskazania nie ma na liście bezpłatnych leków 65+. Formalnie mamy więc „tańszy lek”, praktycznie – dla części pacjentów rachunek w aptece rośnie. To klasyczny przykład, jak techniczna zmiana w tabeli potrafi rozmijać się z doświadczeniem realnego człowieka przy okienku.
Rząd chwali się też kontynuacją 243 drogich terapii – i słusznie, bo dla osób na CAR‑T, migalastacie czy nowoczesnych biologicznych lekach reumatologicznych przerwa w finansowaniu oznaczałaby dramat. Warto jednak pamiętać, że przedłużenie refundacji stało się dziś politycznym narzędziem. Co kwartał pacjenci i lekarze muszą śledzić, czy ich terapia przypadkiem nie wypadnie z łaski resortu, jak stało się choćby z lekiem na chorobę Cushinga. Obietnica, że NFZ „jakoś zabezpieczy” kontynuację, brzmi dobrze w komunikacie prasowym, gorzej, kiedy trzeba załatwić to w praktyce.
Nowy trend, którym chwali się ministerstwo – większe otwieranie się na pierwsze odpowiedniki drogich leków – ma sens systemowo i może w dłuższym okresie obniżać wydatki. Jednocześnie widać jednak, że oszczędności z jednej strony listy finansują gesty z drugiej. Dla opinii publicznej widoczne są immunoterapie w raku płuca i terapia CAR‑T, bo to brzmi nowocześnie i spektakularnie. Niewidoczne są małe podwyżki dopłat do leków przeciwbólowych w onkologii czy preparatów stosowanych w profilaktyce udarów.
Z tej kwietniowej listy wyłania się więc mniej efektowny, ale ważniejszy obraz: system, który zamiast dawać pacjentom stabilność, co trzy miesiące przestawia im finansowe meble w domu. Z perspektywy państwa to ruchy w Excelu, z perspektywy chorego – bardzo konkretne decyzje przy kasie w aptece. Jeśli polityka refundacyjna nadal będzie mieszać wysokospecjalistyczne sukcesy z cichym przerzucaniem kosztów na chorych przewlekle, dyskusja o „bezpieczeństwie lekowym” pozostanie głównie językiem prezentacji, a nie doświadczeniem pacjentów.
Kluczowe liczby nowej listy refundacyjnej
16
Nowe terapie (łącznie)
14
Onkologiczne
380
Leków z wyższą dopłatą
368
Leków z niższą dopłatą
48
Produktów usuniętych
243
Kontynuacji refundacji
Dane z obwieszczenia Ministra Zdrowia 17 marca 2026
Podsumowanie zmian na liście refundacyjnej od 1 kwietnia 2026 r.
Kategoria
Liczba
Terapie nowe ogółem
16
– w tym onkologiczne
14
– nienowotworowe
2
– dedykowane chorobom rzadkim
6
Refundowane generyki
2 (apiksaban, dapagliflozyna)
Kontynuacje refundacji
243
Leki z wyższą dopłatą pacjenta
380
Leki z niższą dopłatą pacjenta
368
Produkty usunięte z refundacji
48
Korzyści vs Koszty zmian na liście refundacyjnej
Nowe terapie onkologiczne i generyki
+Zwiększony dostęp do innowacyjnych leków dla pacjentów onkologicznych
+Wejście pierwszych refundowanych odpowiedników leków oryginalnych (apiksaban, dapagliflozyna)
+Możliwość obniżenia wydatków systemowych w dłuższej perspektywie
−Część wskazań może być ograniczona lub przesunięta do wyższej odpłatności
−Nowe terapie dostępne głównie w programach lekowych, co wiąże się z dodatkowymi wymogami
−Grupa beneficjentów generyków wąska – nie wszyscy pacjenci skorzystają
Podwyżki dopłat i usunięcia z refundacji
+Zmniejszenie wydatków państwa na refundację
+Skierowanie oszczędności na kosztowne terapie onkologiczne
−Wzrost kosztów dla pacjentów (380 leków z wyższą dopłatą)
−Ryzyko odstawienia leku lub dawkowania „po swojemu”
−48 produktów całkowicie usuniętych z listy refundacyjnej
Kontynuacja refundacji kosztownych terapii
+Zapewnienie ciągłości leczenia dla pacjentów korzystających z CAR-T i innych nowoczesnych leków
+Uniknięcie przerw w terapii, co jest krytyczne dla zdrowia pacjentów
−Każda decyzja wymaga ponownej oceny co kwartał, co wprowadza niepewność
−Brak automatyzmu przedłużania – pacjenci i lekarze muszą monitorować kolejne obwieszczenia