Najważniejsze
- •Naczelna Izba Lekarska wszczęła postępowanie wobec lekarza Dawida Kacprzyka w związku z podejrzeniem opuszczenia dyżuru.
- •Sprawa dotyczy także wysokich zarobków — w 2025 roku lekarz miał uzyskać 1 595 932,20 zł z działalności medycznej.
- •Szpital podaje, że Kacprzyk przepracował łącznie 3976 godzin, średnio 331 godzin miesięcznie, na podstawie umów cywilnoprawnych.
- •Kontrowersje budzi rozbieżność między grafikami dyżurów a doniesieniami o aktywności lekarza poza szpitalem, m.in. w mediach i polityce.
- •Przypadek ujawnia szerszy problem polskiej ochrony zdrowia: brak kadr, duże znaczenie kontraktów i rosnącą potrzebę kontroli dyżurów.
Naczelna Izba Lekarska wszczęła postępowanie wobec Dawida Kacprzyka po doniesieniach o opuszczeniu dyżuru przez lekarza, który w 2025 roku zarobił 1,6 mln zł.
Naczelna Izba Lekarska wszczęła postępowanie w sprawie Dawida Kacprzyka, 29-letniego lekarza i koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Warszawskim Szpitalu Południowym. Chodzi o podejrzenie opuszczenia dyżuru. Sprawa nabrała rozgłosu po publikacji oświadczenia majątkowego, z którego wynika, że w 2025 roku lekarz zarobił 1 595 932,20 zł.
Jak przekazał rzecznik NIL, Jakub Kosikowski, izba złożyła zawiadomienie i będzie sprawdzać dokumenty związane z pracą lekarza. Na razie samorząd lekarski opiera się na publikacjach prasowych i zapowiada, że może rozszerzyć zakres postępowania, jeśli potwierdzą się kolejne wątpliwości. Władze Warszawy również zapowiedziały kontrolę. Renata Kaznowska, wiceprezydent stolicy, mówiła wcześniej, że miasto przeanalizuje sposób organizacji pracy lekarza w miejskim szpitalu.
Warszawski Szpital Południowy podał, że Kacprzyk pracował w 2025 roku łącznie 3976 godzin, czyli średnio 331 godzin miesięcznie. Placówka wyjaśniła, że lekarz wykonywał zadania w trzech obszarach: udzielał świadczeń zdrowotnych na SOR i koordynował pracę oddziału, odbywał szkolenie specjalizacyjne z anestezjologii i intensywnej terapii oraz pracował w Nocnej i Świątecznej Opiece Zdrowotnej. Szpital podkreślił też, że współpraca odbywała się na podstawie umów cywilnoprawnych, a stawkę ustalono w jawnym konkursie, do którego zgłosił się tylko jeden kandydat.
Z informacji opublikowanych w mediach wynika, że w czasie wskazywanych dyżurów lekarz miał pojawiać się także w telewizji, na posiedzeniach rady dzielnicy oraz na spotkaniach politycznych. To właśnie te rozbieżności między grafikami a aktywnością publiczną stały się podstawą pytań o rzeczywisty czas pracy i organizację dyżurów.
Kontrole i pytania o organizację pracy
Sprawa wpisuje się w szerszy problem zatrudniania lekarzy na kontraktach i braków kadrowych w polskiej ochronie zdrowia. Szpitale, zwłaszcza oddziały ratunkowe, często uzupełniają grafiki umowami cywilnoprawnymi, bo brakuje specjalistów i chętnych do pracy w trudnych warunkach. W takim modelu rośnie znaczenie elastycznych kontraktów, ale też presja na kontrolę, czy dyżury są rzeczywiście pełnione zgodnie z deklaracjami.
W najbliższym czasie sprawą mają zajmować się kolejne instytucje kontrolne. Dla samego Kacprzyka oznacza to postępowanie zawodowe i możliwe dalsze pytania o sposób wykonywania obowiązków, a dla szpitala i miasta — konieczność sprawdzenia, czy organizacja pracy SOR była zgodna z przepisami i zasadami nadzoru.